28 grudnia 2021

Święta bez granic. Muzułmanie na Wigilii u ewangelików

 

To miały być bardzo smutne święta. 

Bałam się ich. Już w listopadzie na samą myśl, że będę zostawiać pusty talerz dla zbłąkanego wędrowca i śpiewać “Nie było miejsca dla Ciebie”, odechciewało mi się świątecznych przygotowań. Mam w sobie dziecko, które co roku cieszy się na świąteczną atmosferę. To był pierwszy rok, w którym na widok pierwszego śniegu łzy stanęły mi w oczach. Z bezsilności i beznadziei. 

Były dwa dni do Wigilii, kiedy dowiedziałam się dzięki cieszyńskiej grupie Granica dla Granicy, że z powodów zdrowotnych rodzina z Bielska nie może wziąć Salima, Mohseny i ich synka Adnana na kolację wigilijną. To rodzina z doświadczeniem uchodźczym, która została ewakuowana z Kabulu. Salim pracował dla poprzedniego rządu, ma wykształcenie prawnicze. Dla talibów jest wrogiem, groziła mu śmierć. Jego żona, Mohsena, również posiada wyższe wykształcenie, pracowała w prywatnej firmie, dopóki nie urodziła dziecka z zespołem Downa, które wymagało szczególnej opieki od urodzenia. 

To właśnie Salim i Mohsena wyszli z tą inicjatywą; chcieli zobaczyć typowe polskie święta. Pomyślałam: muzułmańska rodzina na Wigilii u ewangelickiej rodziny? Nic w tym typowego. Ale serce zabiło mi z radości na samą myśl. Od dzieciństwa marzyłam o tym, żeby jakiś obcy przybysz zajął puste miejsce przy wigilijnym stole.

Zapytałam swoich bliskich, czy są gotowi spędzić wigilijny wieczór z trzema dodatkowymi osobami z Afganistanu. Mieli się zastanowić i dać mi znać. Na telefon z decyzją czekałam całe 2 minuty. “Naradziliśmy się. Jesteśmy oczywiście jednogłośnie na tak”. Później dowiedziałam się, że głosowanie w ogóle nie dotyczyło tego, czy zapraszamy Afgańczyków (to było oczywiste), tylko tego, czy jesteśmy w stanie zdążyć z przygotowaniem odpowiedniej ilości jedzenia 😉 Kiedy dzwoniłam do Salima i Mohseny, by zaprosić ich na kolację wigilijną, było już czwartkowe popołudnie. A przecież trzeba było jeszcze zorganizować prezenty i zrobić dodatkowe zakupy! Przedświąteczna krzątanina sprawiła mi więcej przyjemności, niż się spodziewałam.

W piątkowy wigilijny wieczór pojechaliśmy do Bielska po naszych gości. W samochodzie przez chwilę było niezręcznie, w końcu oni pierwszy raz w życiu zobaczyli nas na oczy, a my znaliśmy ich twarze tylko z mediów. Szybko przełamaliśmy pierwsze lody. 

W tym roku święta spędzaliśmy u teściów. Nasi goście natychmiast po wejściu do domu dostali kapcie (a jakże!🙃). Z podziwem obejrzeli choinkę i zapozowali z nami do tradycyjnego zdjęcia na jej tle. Spróbowali wszystkich potraw wigilijnych, które pojawiły się na stole. Łamali się z nami opłatkiem, życząc nam wszystkiego, co najlepsze. Słuchali naszej wspólnej modlitwy “Ojcze nasz”. Korzystając z tłumacza Google wysłuchali fragmentu proroctwa Izajasza o Cudownym Doradcy, Bogu Mocnym, Ojcu Odwiecznym, Księciu Pokoju. Ten fragment zawsze czytamy w wigilijną noc, w tym roku nie mogło być inaczej. W końcu nadszedł czas na prezenty. Adnan kocha muzykę, cieszymy się, że muzyczny miś koala trafił w jego gust. Kiedy zebraliśmy się przy fortepianie, by śpiewać kolędy, nasi goście nie wytrzymali i wyciągnęli telefony, by nas nagrać. W końcu musiała to być dla nich nie lada atrakcja. Zapytaliśmy ich również o ich ulubione święto, więc mieliśmy okazję dowiedzieć się czegoś więcej o Ramadanie i zwyczajach, jakie nasi goście praktykują. 

Mały Adnan to aniołek, który skupiał na sobie większość uwagi wszystkich dorosłych przy stole. Trzy miesiące temu przeszedł operację serca, która często jest konieczna u dzieci z zespołem Downa. Kiedy pomyślę, ile ten niespełna roczny chłopiec przeżył już w swoim krótkim życiu, jest mi przykro. Z drugiej strony mam świadomość, że jest uchodźczym dzieckiem, które miało prawdopodobnie najwięcej szczęścia w tym kraju. Niektóre dzieci przecież nadal marzną w polskim lesie. Wiele z nich już nigdy z niego nie wyjdzie. 

I tak, oczywiście głos uwiązł mi w gardle, gdy śpiewałam “Nie było miejsca dla Ciebie” i moje myśli uciekły wtedy do tego mroźnego, strasznego lasu. Ale dzięki Mohsenie, Salimowi i Adnanowi moje serce było tego wieczoru wypełnione nadzieją.

Dziękuję w szczególności mojemu mężowi, teściom i bratowej za otwarte serca i spontaniczną gościnność. Dziękuję całej mojej kochanej rodzinie za słowa wsparcia, wszelkie domowe dżemy i jajka od szczęśliwych kurek, w pośpiechu pakowane dla naszych niespodziewanych gości. 

Dziękuję Karolowi Wilczyńskiemu z Salam Lab za to, że w tym gorącym przedświątecznym czasie znalazł chwilę, by znaleźć kogoś, kto napisał mi świąteczne życzenia w dari, języku naszych gości. 

Dziękuję Grupa Granica Bielsko Cieszyn za Wasze serca, za to co codziennie robicie dla Naszych gości – podwozicie na rehabilitację, organizujecie dentystę, dbacie o nich jak o własną rodzinę. Chwała Wam za to! 

Nade wszystko dziękuję Mohsenie i Salimowi za otwartość, za to, że przyjęli zaproszenie i wnieśli nadzieję do moich świąt. 

To miały być bardzo smutne święta. Dzięki Wam wszystkim były wspaniałe.

Dziękuję. 

 

Więcej o historii Mohseny, Salima i Adnana można przeczytać w poniższych artykułach:

https://www.dziennikwschodni.pl/magazyn/tesknota-za-pierwszym-sniegiem-w-kabulu,n,1000300367.html?fbclid=IwAR0lgmwphoEXWLrj4u-EV6kgyTODjGljMZgKGIssQCWotE81fneHpFyx7tc

https://www.dziennikwschodni.pl/magazyn/rodzina-na-rozdrozu-uciekli-z-afganistanu-w-polsce-walcza-o-zdrowie-synka,n,1000299311.html

https://bielskobiala.wyborcza.pl/bielskobiala/7,88025,27938751,uciekali-przed-talibami-z-kabulu-w-beskidy-w-bielsku-bialej.html

Rodzina Salima trafiła do polskiego ośrodka dla uchodźców w Bezwoli. Stamtąd dzięki wysiłkom bardzo wielu osób o ogromnych sercach przeprowadziła się do Bielska Białej. Gorąco polecam krótki reportaż o ośrodku, z którego po wielu miesiącach rodzina Salima zdołała w końcu się wyprowadzić:

https://www.youtube.com/watch?v=w28prDc4Wyc

Katarzyna Pastucha

 

Zdjęcia pochodzą z rodzinnego archiwum autorki