28 grudnia 2021

Nagranie ze spotkania “Chrześcijańskie powitanie – jakie świadectwo wiary dajemy migrantom”.

Zapraszamy do wysłuchania nagrania ze spotkania online z Iloną Machadrovą, Marcinem Pilchem i Michałem Oczkowskim, wolontariuszami z projektu Nadzieja dla Narodów, którzy od 2015 roku niosą pomoc migrantom na szlaku bałkańskim. Spotkanie odbyło się 8 grudnia. Poniżej kilka wypowiedzi gości w pierwszej części rozmowy. Ilona, Marcin i Michał opowiadają dalej jak rozumieją swoją pracę, kto się do nich dołącza, czym jest nadzieja, którą niosą ludziom w beznadziejnych okolicznościach, jakie uczucia i myśli im towarzyszą na wyjazdach, czy w środowiskach chrześcijańskich spotykają się ze zrozumieniem i wsparciem, jakie światło doświadczenia z tej służby rzucają na sytuację na granicy polsko-białoruskiej. Serdecznie zapraszamy.

Link do nagrania:

https://soundcloud.com/ewangelicy-dla-granicy/chrzescijanskie-powitanie-jakie-swiadectwo-wiary-dajemy-migrantom?si=bd2faad295f1478491c886b0b3d42813&utm_source=clipboard&utm_medium=text&utm_campaign=social_sharing

———————————————————–

Marcin:

“Docierały do nas od ok. 2011 roku informacje o tym jak zaczyna się komplikować sytuacja na Bliskim Wschodzie, głównie w Syrii. Równolegle poznaliśmy człowieka, który wcześniej pracował z cudzoziemcami w Czeskiej Republice, ale też rozpoczął wyjazdy w miejsca, gdzie pojawiali się uchodźcy. Pojawił się u nas w zborze, został zaproszony na specjalne spotkanie i opowiedział co robi, jaka jest obecnie sytuacja w Europie, co się zaczyna dziać. To było kiedy aż tak nie odczuwaliśmy jeszcze przypływu ludzi ze wschodu. Stwierdziliśmy, że chcemy w jakiś sposób na to zareagować, zobaczyć jaka jest sytuacja – nasz pierwszy większy wyjazd był po to, żeby “zmonitorować” tzw. trasę bałkańską, tzn. trasę suchą, jaką szli do nas uchodźcy, i zobaczyć, czy my jako chrześcijanie, możemy w jakikolwiek sposób pomóc, również czy jest to sytuacja, w której możemy działać misyjnie, czy możemy ludziom przekazywać ewangelię”.

Ilona:

“Zaczęłam się zajmować sytuacją uchodźców po spotkaniu z Jardą, ale wcześniej długo się modliłam w jaką służbę mam się zaangażować. To spotkanie było jakąś odpowiedzią na te modlitwy. Nigdy bym nie pomyślała, że będzie to służba wśród uchodźców; widzę to jako Boże prowadzenie. Miało to miejsce na przełomie 2013/14 roku, kiedy ci ludzie zaczęli w większych liczbach ruszać w drogę. Od początku wydawało mi się, że nie jestem do tej służby przygotowana, że nie mam zasobów. Miałam dużo obaw i wątpliwości, ale Pan Bóg mi pokazał, że kiedy powołuje, to też wyposaża. Potem praktyczna i humanitarna służba uchodźcom połączyła się z moim zawodem prawniczki.”

Michał:

“Koniec 2013 – znajomi powiedzieli, że jadą na konferencję misyjną do Niemiec i mają miejsce w aucie. To był okres, kiedy zakończyłem służbę w pewnej organizacji misyjnej i  szukałem swojego miejsca. Pojechałem na tą konferencję i wśród 3 tys uczestników, 30 osób mogło pójść do ośrodka dla uchodźców. Trafiłem do tej trzydziestki i tam miałem najpierw rozmowę z uchodźcą z Pakistanu, który się dzielił swoimi przeżyciami, swoją drogą do Europy. Coś się wtedy zmieniło w moim sercu. Stwierdziłem, że chciałbym coś robić dla tych ludzi, w jakiś sposób włączyć się w pomoc migrantom. Wróciłem do domu, opowiadam tacie jak było, a w okolicy nie było żadnych uchodźców, migrantów, mówię ojcu: “Pan Bóg mnie powołuje, czuję to powołanie, ale gdzie ja znajdę jakiegoś migranta”. A potem zaczęła się ta duża fala migracji do Europy, jak tylko usłyszałem o CRS, o Ilonie, Nadziei dla Narodów, to po pierwszej prezentacji, tydzień później już byłem na wyjeździe. Pierwszy był do Grecji, do Idomeni.”

Marcin:

“Pierwszy większy wyjazd – ok 16 osób z Czeskiej Republiki, było wśród nas trzech rodowitych Polaków, ale mieszkających tutaj, po czeskiej stronie Śląska Cieszyńskiego. Spotykaliśmy na tej trasie wszystkich, młodych mężczyzn, rodziny. Serbia, Bułgaria (z Bułgarią mamy kontakt do dzisiaj, najbardziej nam chyba przypadł do serca), dojechaliśmy aż do Istambułu, do Turcji i również tam byliśmy prawie tydzień. To był wyjazd organizowany przez tego człowieka, a potem organizowaliśmy wyjazdy sami w gronie ludzi, którzy byli jakoś zaznajomieni z tą sytuacją i zgłaszali chęć wyjazdów. Z biegiem czasu zaczęła się dołączać grupa polska, która dzisiaj jest chyba liczniejsza niż grupa czeska. Do dzisiaj mamy kontakty nie tylko z Bułgarią, ale z Serbią, do Belgradu często jeździliśmy. W roku 2016 to była głównie Grecja, Idomeni, wielki obóz dla uchodźców, potem zaczęliśmy też jeździć do Bośni, i z Bośnią jesteśmy związani do dnia dzisiejszego, ostatnie nasze wyjazdy to głównie Bośnia.”

Michał:

“Te kierunki wyjazdu zawsze wiązały się z tym, gdzie słyszeliśmy, że jest największa potrzeba, tam staraliśmy się docierać. Też z tym jak się ten szlak przesuwał. W pierwszej kolejności szedł bardziej w kierunku Węgier, w kierunku granicy węgierskiej. Jak ona została uszczelniona, szlak przesunął się na Bośnię, więc teraz najczęściej jeździmy do Bośni.”

Marcin:

“Ilona i Michał są teraz głównymi organizatorami wyjazdów, moja, Marcina, częstotliwość wyjazdów się zmniejszała. Wyjazdów jest 3-4 w roku.

Stałymi uczestnikami wyjazdów sa Ilona i Michał, poza tym mamy kilkadziesiąt kontaktów do różnych osób, z których kilka dołącza. Kształt grupy zawsze się zmienia, zależnie od tego kto może wziąć urlop, może pojechać, itd. W wyjazdach nie biorą udziału stałe osoby za każdym razem.”

Michał:

“Widzieliśmy ludzi w skrajnie różnych warunkach, potrzebujących różnych rzeczy, pomocy rzeczowej, wsparcia psychicznego. Ogrom potrzeb np w obozie w Idomeni, był przytłaczający. Namioty rozbite na środku pól uprawnych, gdzie wszystko tonęło w błocie przy najmniejszym deszczu. 

Syndrom stresu pourazowego. Po pierwszych wyjazdach, kilka, kilkanaście dni nie potrafiłem przyjść do siebie po tym co widzieliśmy. Może było mi łatwiej, bo byłem osobą wierzącą. Były tam organizacje, które wprowadzały nakaz wolnego dnia i opuszczania tych miejsc, gdzie pomagali, po to, żeby mogli psychicznie odpocząć i się wyłączyć. Były to wyczerpujące wyjazdy, nie tylko fizycznie, ale też psychicznie, przewartościowujące to, w co wierzymy”.

“Chcieliśmy poznawać osobiście tych ludzi. Oni sobie to bardzo cenili, zawsze to podkreślali, że ta nasza pomoc wygląda inaczej niż pomoc innych organizacji. Że nie przyjeżdżamy i dajemy im tylko cos, ale że naprawdę poświęcamy czas. Historie tych ludzi wzbudzały różne odczucia, począwszy od jakiegoś buntu, że dlaczego to się musi dziać – człowiek nie znał wtedy tej sytuacji aż tak dobrze. Inne trudne odczucia były związane z warunkami w jakich ci ludzie przebywali, również w obozach. Duży obóz w Bułgarii, do którego mogliśmy wejść, widzieliśmy w jakich warunkach ci ludzie mieszkają. Nie kilka miesięcy ale rok albo więcej, mieszkali w jednym pokoju z inną rodziną, robili sobie jakieś przepierzenie i w ten sposób egzystowali. 

Ilona:

“Pan Bóg mi pokazał, że każdego człowieka na tych granicach kocha, że ich kocha bezwarunkowo, bez względu na to z jakich powodów przybywają do Europy, i pragnie, żeby go poznali. Że jesteśmy tymi narzędziami, za pomocą których ta dobra nowina do nich dotrze. To pomogło mi uwolnić się od przerażenia, że naprawdę nie pomogę wszystkim, że nie rozwiążę problemów wszystkich tych ludzi.”

Więcej informacji o projekcie „Nadzieja dla Narodów” oraz działalności organizacji Christian Refugee Service znajdziecie Państwo pod tym linkiem:

https://c-r-s.cz/pl/

Zdjęcia pochodzą z archiwum projektu Nadzieja dla Narodów