26 listopada 2021

Dlaczego to robimy?

Do tej pory kryzys uchodźczy nie dotykał nas bezpośrednio. To działo się gdzieś daleko, w innych krajach, poza nami. Część z nas angażowała się w jakimś stopniu w pomoc, ale większość obserwowała ten kryzys na ekranach telewizorów, komputerów i smartfonów, czytając doniesienia z wybrzeży Grecji, Włoch, czy Turcji, albo mając z nim styczność podczas wakacji spędzanych w basenie Morza Śródziemnego po 2015 roku.

Mogliśmy spokojnie i z satysfakcją nakrywać puste miejsca przy stołach wigilijnych, celebrować „polską gościnność”, a w kręgach ludzi wierzących mówić o misji, zwiastowaniu Dobrej Nowiny i szerzeniu chrześcijaństwa. Nagle jednak skończył się czas pięknych opowieści, pobożnych deklaracji, a zaczął czas próby.

Dziwnym doświadczeniem będzie przygotowywanie tego pustego miejsca przy stole, gdy mamy świadomość, że przy naszych granicach, w zimnym, ciemnym lesie ludzie potrzebują podstawowej pomocy. To ofiary, zakładnicy dyktatora, pionki w grze politycznej. Ludzie ci znaleźli się w śmiertelnej pułapce, a naszym obowiązkiem jest przecież ratowanie tego, co najcenniejsze – życia, które jest Bożym darem. Chrześcijaństwo nie idzie tutaj na kompromis. Trudno będzie mówić o uciekających i szukających schronienia Jezusie, Marii i Józefie, gdy jako społeczeństwo akceptujemy łamanie praw człowieka i wywózki ludzi, także dzieci, bo to przecież „problem Białorusi, a nie Polski”. Jak tłumaczyć na język współczesności przykazanie miłości bliźniego, które jest sednem chrześcijaństwa i jednocześnie godzić się na narażanie życia osób, które znalazły się w potrzasku?

Jako grupa ewangelików, którzy nie zgadzają się na taką rzeczywistość, stworzyliśmy stronę ewangelicydlagranicy.pl, bo chcemy przypominać sobie nawzajem, że autentyczna wiara czynna w miłości, nie pozwala milczeć w bezczynności. Chcemy mądrze pomagać, pokazywać dobre praktyki, wspierać wartościowe inicjatywy, dziękować ludziom dobrej woli, bohaterom ratującym osoby uchodźcze na granicy i wcielać w życie to, co pozostawił nam Jezus Chrystus.

Nie jesteśmy utopistami. Staramy się twardo stąpać po ziemi. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielowątkowy i skomplikowany jest kryzys migracyjny. Nie chcemy udawać, że sytuacja jest prosta.

Chcemy jednak głośno mówić o tym, co jest oczywiste i jasne; a mianowicie, że pomaganie jest nie tylko legalne, ale jest naszym obowiązkiem – moralnym i religijnym. Nie możemy w tej kwestii milczeć. Nawet jeśli będziemy wołającymi na pustyni.

Wierzymy, że możliwa jest ochrona granic przy jednoczesnej ochronie praw człowieka i ludzkiej godności, a stosowanie procedur międzynarodowych chroni również naszą godność jako tych, którzy nie są obojętni.

Wierzymy, że Polskę stać na solidarność z pokrzywdzonymi, miłosierdzie dla uciekających i humanitarną odpowiedź na krzywdę.

Wierzymy, że każdy człowiek ma wartość w oczach Boga i powołani jesteśmy do tego, żeby wbrew logice tego świata, stawiać tego człowieka na pierwszym miejscu.

Wierzymy, że jedynym skutecznym sposobem walki z uprzedzeniami jest rozmowa pełna otwartości i szczerości, bo to wtedy przestajemy widzieć w drugim człowieku zagrożenie i wroga.

Wierzymy, że jako chrześcijanie zobowiązani jesteśmy do trwania w prawdzie, a zatem nie możemy zgadzać się na szerzenie manipulacji, półprawd, kłamstw, przeinaczeń, czy mowy nienawiści.

Wierzymy, że Bóg pozostawił nam w Piśmie Świętym jasny przekaz dotyczący tego, jak mamy traktować siebie nawzajem.

Wierzymy, że obecny kryzys na granicy polsko-białoruskiej jest dla nas próbą wiary – praktycznej, codziennej, nie na pokaz.

Wierzymy, że naszym zadaniem jest pokazać „przybyszom” chrześcijańską postawę, której sami chcielibyśmy doświadczać.

Jeśli myślisz podobnie, wiedz, że nie jesteś sama/sam. Bądź z nami, korzystaj z materiałów, mów w swoim otoczeniu o osobach z doświadczeniem uchodźczym, weryfikuj informacje, a przede wszystkim módl się o to, żeby miłość nie dała się zwyciężyć złu, bojaźni i nienawiści.